Dwa pałace

Artykulik 31

Pamięć też może kłamać, acz nieświadomie, bo po prostu nie pamięta lub sobie coś ubzdurała. Nie szukajcie więc w tych moich opowiadaniach podobieństw, czy realizmu. Chronologicznie byłoby tak, że pierwszy pałac Bismarcka był piękny i pięknie zachowany. Drugi natomiast zdewastowany całkowicie. Dla przypomnienia: Otto von Bismarck (1815-1898), premier Prus od 1862 roku i pierwszy kanclerz Rzeszy (1871-1890). Władał ziemiami, gdzie pałace opisywane niżej się znajdują.

Pałac pierwszy

Kiedy ryknęła przed świtem syrena alarmu, nikt z nas w drużynie, ba, nawet w kompanii nie wiedział co się stało, dlaczego i gdzie pójdziemy. Osobiste zadanie- natychmiastowa gotowość, pobranie oporządzenia i broni, stawienie się na zbiórce przed blokiem koszarowym w wyznaczonym dla kompanii miejscu. Tam, bez dyskusji wykonanie komendy załadunku na podstawione pojazdy. Te pojazdy to samochody marki „Star” do przewozu osób, oplandekowane, z kompletem ławek dla dwudziestu pięciu osób każdy.

Po kilkunastominutowej jeździe, zbiórka na skraju lasu u podnóża rozległego wzniesienia.

Jesteśmy w elbląskiej bażantarni. Postawienie zadań. Naszej kompanii rozkazano zdobycie obiektów na szczycie wzgórza; po cichym podejściu przez las, atak z zaskoczenia, opanowanie wzgórza.

Mozolnie leziemy przedzierając się późnowiosennym lasem. Kłują po twarzy i dłoniach ostre końcówki gałązek bukowych. Podejście kilkuset metrowe, po wilgotnym, gdzieniegdzie dość stromym podłożu gliniastym. Ranek ten w lesie poczęstował nas swoją rosą. Idziemy prawie mokrzy i od rosy, i od potu. Głębokie protektory trzewików ze spinaczami trzymają grubą warstwę podłoża, jakby tylko ich ciężaru było za mało. Kałasznikow swoje waży, plecak i maska też. Na plecaku ślicznie zrolowany koc przypięty trzema trokami- obowiązkowo.

Większość uwagi skupiona przed siebie do góry, a kątem oka pilne obserwowanie sąsiadów; poruszamy się tyralierą, którą łamie często las i rzeźba terenu.

W instruktażu, na dole, nakazano atak biegiem z głośnym- huraaaa! obrzucenie obiektu granatami (tu oczywiście była pozoracja, czyli petardy) i ostrzał (naboje ślepe).

Wreszcie kończy się las. Już prawie dzień. Na szczycie zaczyna majaczyć, poprzez młode listowie jasny, zaokrąglony obiekt. Kiedy wybiegliśmy z lasu z przepisowym– huraaaa! „wypluciu” magazynka „ślepaków” i paru wybuchach petard- obiekt został zdobyty, nastał czas na refleksję.

I ja, pierwotniak błądzący zaledwie w powijakach wiedzy życiowej, – zatrzymałem się zachwycony pięknem promieniującym z tego cacuszka- Pałacu Bismarcka, który był na wyciągnięcie ręki.

Widzę okrągłą budowlę o jasnych, prawie białych ścianach. Olbrzymie okna poszatkowane mocowaniami szyb. Drzwi wielkie, dwuskrzydłowe, dla nas zamknięte, wieńczone portalem nadobnym (jak i okna). Zdobienia schludne, ale „mięsiste”, pomalowane na ciekawy odcień seledynu, gdzie wypukłości tworzące ornament- pozłocono. Bardzo ciekawa w odbiorze kompozycja kolorów.

Przeżycie estetyczne brutalnie przerywa komenda: Drużyna! Za mną, biegiem marsz!

Teraz poszło szybko. Zbiegliśmy, w kilka minut, do oczekujących pojazdów. Wysiadamy w koszarach w „parku samochodowym”. Coś jednak przeskrobała drużyna naszemu wściekłemu kapralowi. Przegonił nas wokół placu apelowego. Biegliśmy. On na czele. Śmiejemy się z tego biegania, żartujemy. Poszturchiwanie dla mnie skończyło się utratą pokrywy komory zamkowej. Było nieprzyjemnie, ale krótko. Pokrywę odzyskałem, ale reprymenda była.

Pałac drugi

Jak jest dużo czasu, mówimy o różnych sprawach. Wiadomości w luźnej rozmowie napływają ot, tak, a reszta jest kwestią ich interpretacji, adaptacji i wykorzystania, lub nie. Transformowane przez wiele umysłów potrafią robić „burzę mózgów”, mobilizować, być twórcze, a także degradować.

Gadu, gadu wieczorami przy herbacie. Umawiamy wspólny wypad do Barcina, gdzie mieszka kolega, uczestnik gadu, gadu, gdyż opowiadał legendę o pałacu Bismarcka. Dzisiaj w opłakanym stanie.

Mieszkańcy pałacu niegdyś mieli zbudowane podziemne drogi ucieczki, na wypadek zagrożenia i podziemne połączenie z wiejski kościołem. Zawsze liczyły się względy bezpieczeństwa i wiary. Lochy te były o setki lat starsze od współczesnego pałacu, nazywanego przez tubylców pałacem Bismarcka.

Mój imiennik, mieszkaniec Barcina nęcił nas legendą i przygodą. Do eskapady przygotowaliśmy liny wspinaczkowe, kaski, i na wszelki wypadek maski przeciwgazowe (możliwa penetracja zatęchłych tuneli).

Z ekwipunkiem wyruszamy autobusem PKS-u, relacji Słupsk-Barcino. Mieszkanie kolegi zostało naszą bazą. Po porannej kawie, z wyposażeniem ruszamy nad szyb w lesie, u podnóża wzgórza, na którym, nieopodal domostwa kolegi, stoi pałac.

Nie mogłem oprzeć się ciekawości obejrzenia budowli, która wydawała się bliźniaczą kopią pałacu z elbląskiej bażantarni. Ale to był smutny widok. Obeszliśmy cały budynek. Byliśmy wszędzie tam, gdzie można było wejść. Zdemolowane, porozrywane framugi, klatki schodowe, brak drzwi, okien, podłóg. Zdemolowane wnętrza. Brak połowy dachówek. Porozbijane tynki, brud i śmieci.

Smutny, tym widokiem, wracam z kolegami nad szyb. Staszek i Chalabardziński asekurują mnie z góry. Schodzę do studni. Na kilkunastu metrach oślizgłej, omszałej czeluści trafiam na wyraźny ślad zamurowanego wlotu tunelu, na przeciwległej pałacowi ścianie szybu.

Według opowiadań, drugi poziom tuneli powinien znajdować się kilka metrów niżej. Schodzę więc w głąb, aż do wyczerpania liny. I nic. Lina za krótka.

Nie przewidzieliśmy (z braku doświadczenia) dwóch rzeczy: konieczności przebicia się do zamurowanego tunelu z szybu i potrzeby osiągnięcia większych głębokości. Fiasko wyprawy.

Wycofujemy się obiecując lepsze przygotowanie następnej wyprawy, z przemyśleniem nawet budowy platformy wewnątrz szybu, która będzie podstawą do przebijania zamurowanego wlotu tunelu.

To młodzieńcze marzenie umarło wraz z odejściem młodości, więc na tym się skończyło.

***

A dzisiaj dowiaduję się z Internetu, że ten piękny pałac Bismarcka, który pamiętam z elbląskiej bażantarni, – to pałac Augusta Abbega– bażantarnia Elbląg. Absolutnie nie pałac Bismarcka!!!

Pałac w Barcinie– pięknie w ostatnich latach odrestaurowany. Absolutnie nie ten sam co wtedy!!!

Co innego zatem pamiętam, a co innego jest w rzeczywistości.

Może nie tego, co trzeba szukam? Wiem, że takie (z mojej pamięci) pałacyki są (co najmniej) trzy bliźniacze na terenie dzisiejszej Rzeczpospolitej.

Jeżeli je znajdę, dam znać.

Dodaj komentarz