Kruchość

Agnieszka Dul
Agnieszka Dul

W gonitwie myśli rodzących się pośród ciemności sobotniej nocy zasiadam przed niezapisaną bielą komputerowego ekranu, by po raz kolejny wyruszyć w najpiękniejszą podróż w głąb własnego serca i wrażliwej duszy. Ta pisana wyrazami podróż zawsze dodaje mi cudownych wzruszeń i jeszcze bardziej uskrzydla mnie, powodując, iż przenoszę się do bardziej mnie rozumiejącego świata. Świata poetyckiego i prozatorskiego słowa.

Dla mnie jest to nieustanne łapanie w locie własnych myśli, które właśnie w tej chwili i w tym momencie powstają czy też rodzą się w moim mózgu. Myśl może być jedynie zakotwiczona w tej tutaj mijającej chwili. Myśl o tym, co najbardziej nam brakuje, o tym, za kim najbardziej tęsknimy i o tym, co najbardziej kochamy i pragniemy. Niejednokrotnie owa myśl natarczywie powraca, nie chce ode mnie odejść, uczepiwszy się mnie, jak rzep.

Dzisiaj tą myślą jest ogólnie pojęta kruchość. Kruchość nas samych, kruchość człowieczeństwa, kruchość wypowiadanych przeze mnie słów, czy wreszcie kruchość mojego istnienia. Kruchość – nie zdaję sobie niekiedy sprawy z tego, iż wszystko jest kruchością. Kruchość to najdelikatniejsza delikatność, to mgielny powiew najsubtelniejszego wietrzyka, to muśnięcie czułe pocałunku. Kruchość to głębia istoty rzeczy.

Jednak w tej chwili i w tym momencie skupię się na jednym rodzaju kruchości, a mianowicie na kruchości istnienia, życia, bytu. Kruchość własnego istnienia zobrazuje mi to, co dotyka człowieka z nienacka, postępem, nieoczekiwanie. To zburzenie harmonijnie funkcjonującej całości. Niekiedy w jednym momencie wszystko się burzy. Doznaję ogłuszającego i ogłupiającego szoku. Przecież jeszcze przed chwilą wszystko było w najlepszym porządku. Niewiarygodne i niemożliwe. Wydarzenia dzieją się tak szybko, wręcz w błyskawicznym tempie. Nie jestem w ogóle na nie przygotowana. I wcale nie chcę, by działy się „tu i teraz”, w tym momencie i w tych okolicznościach. Ale to wszystko się dzieje. Jakby obok mnie, a jednak to co się dzieje diametralnie wszystko zmienia. Kruchość wszystkiego jest naocznie namacalna i odczuwalna przeze mnie. To mnie dotyka i spotyka. Ta poukładana całość i stałość całkowicie znika, rozpada się na miliony najdrobniejszych kawałeczków i drobin. Nie jestem w stanie tego procesu niszczenia całości zatrzymać czy choćby nawet powstrzymać. Totalny kataklizm jest naprawdę przerażający. Pojawia się niedowierzanie, a następnie pytanie dlaczego? Z jakiej przyczyny to wszystko się „tu i teraz” dzieje? I tak nie otrzymujemy w tym apokaliptycznym chaosie żadnej sensownej odpowiedzi. Bo jej nie ma. I nigdy do niej nie dotrę. Nigdy.

Kruchość w tym momencie zwyciężyła nad harmonijną całością istnienia, życia, bytu. Przewróciła i wywróciła wszystko o trzysta sześćdziesiąt stopni. Nieprzygotowana zupełnie na ten kataklizm jestem jeszcze bardziej nieporadna i przerażona. Najtrudniej jest mi się odnaleźć w tym rozkruszonym i zniszczonym świecie wszechobecnego nieładu. Nieładu myśli, uczuć, emocji, celów i kierunków wszelkiego działania. Wszystko się zmieniło…

I w tym totalnym nieładzie i chaosie bardzo powoli zaczynam sklejać to wszystko, co jeszcze mi pozostało. Zaczynam sklejać najpierw myśli o innej już zgoła przyszłości, lecz przyszłości, która będzie od tego momentu dotyczyła tylko mnie. Zaczynam sklejać emocje, uczucia, cele i kierunek wszelkich działań. To wszystko się dzieje, tworzy, staje. Mozolnie i przez lata. Jednak systematycznie i sukcesywnie. Dzieje się. Kreuję nową historię siebie już bez zniszczonej całości.

A kiedy dotrę do samego końca tego procesu zauważam, że wszystko jest już sklejone i złożone. Jest. Ale zarazem jest to nowa jakość. Jakże zupełnie inna od poprzedniej. Inna w swoim obrazie.

Lecz jest to już całkowicie moje dzieło.

Agnieszka Dul

Dodaj komentarz